Parabenofobia

17th February, 2012 - Posted by Ewa - No Comments

Praktycznie nie ma tygodnia bym nie trafiła w sieci na jakieś dyskusje o parabenach czy jakichś innych szkodliwych i potencjalnie szkodliwych składnikach kosmetyków. Swego czasu sama niemal nabawiłam się parabenofobii, na szczęście dziś już mi to przeszło. Wyszłam z założenia, że owszem warto zwracać uwagę na jakość kupowanych kosmetyków, owszem warto wybierać te, które wydają się najwartościowsze (najzdrowsze) i tak, warto kierować się renomą produkujących je firm, ale nie ma sensu wpadać w panikę tylko dlatego, że oto gdzieś tam ktoś stwierdził, że tu i tam znaleziono parabeny albo diabli wiedzą jakie związki mogące wywołać podrażnienia lub szkodzić w inny sposób.

Wydaje mi się, że akurat tego typu zagrożeń nie zawsze jesteśmy w stanie uniknąć toteż wpływu kosmetyków (czy też raczej ich składników) też demonizować nie należy. Kolejną sprawą jest rozsądek w ich używaniu i umiejętność ich używania, a sądząc po tym co widzę wokół siebie śmiem twierdzić, że większość kobiet po prostu nie potrafi używać kosmetyków (albo ich unikają, albo stosują w nadmiarze) i zaledwie niewielki odsetek kobiet wykazuje autentyczny zdrowy rozsądek.
Ale do rzeczy, chciałam wam dziś jedynie napisać o tym, co skłoniło mnie do powrotu na „ścieżkę zdrowego rozsądku” i nie wpadania w panikę na widok słowa parabeny. Mianowicie uświadomiłam sobie, że i tak jesteśmy w niezłej sytuacji. Dziś już nie używa się takich substancji, które są ewidentnie szkodliwe. Jeśli są używane to przez nieetycznych producentów, ale ci z kolei są dość szybko namierzani, a w perspektywie czasu najbardziej szkodliwe substancje tak czy inaczej trafiają na jakieś czarne listy i są eliminowane.

Tymczasem kilka wieków temu dosłownie zatruwano się kosmetykami.
Wyobraźcie sobie, że:

  • jeszcze do osiemnastego wieku w charakterze swego rodzaju bazy pod makijaż wykorzystywano biel wenecką (inna nazwa biel ołowiana) tj. zasadowy węglan ołowiu będący białym proszkiem, bardzo dobrze wyrównującym wszelkie niedoskonałości skóry (ukrywającym ślady po ospie) i nadającym skórze „szlachetny” bo jasny koloryt. Nie muszę chyba dodawać, że skoro to związek ołowiu jest bardzo szkodliwy i faktycznie przyczynił się do śmierci niejednej kobiety (i niejednego mężczyzny, zdarzało się , że i panowie obficie się pudrowali) spośród dawnych miłośniczek makijażu i kosmetyków,
  • jako bielidła używano też tlenku arsenu, bodaj jeszcze bardziej trującego od bieli weneckiej, chociaż tlenek arsenu (arszenik) polecano też do depilacji łącznie z innym ciekawym i wcale niekoniecznie zdrowym palonym wapnem (!).

Poza tym używano też naturalnych, w miarę zdrowych (a na pewno nieszkodliwych lub mniej szkodliwych) środków.
Myślę, że my naprawdę nie mamy się czym przejmować i jakkolwiek należy zwracać uwagę na to co producenci „pakują” do swoich wyrobów nie wydaje mi się by panika zauważalna w niektórych tekstach (blogach poświęconych kosmetykom) była zdrowym podejściem do tej kwestii.

No related posts.

Related posts brought to you by Yet Another Related Posts Plugin.

Posted on: February 17, 2012

Filed under: Informacje i porady, Zdrowie

No Comments

No Comments

Leave a reply

Name *

Mail *

Website